28 paź 2008

dzień 6 - Marrakech


Tak, teraz już wiemy, że Marakesz to jedyne takie miejsce na świecie. Marokańczycy kontra reszta świata, walka na dirhamy, wg tutejszych reguł, chyba nikt nie ma szans i nikt nie zamierza sprawować kontroli. Chyba nikt nie ma złudzeń, jak jest tutaj, na tym "świecie".

Siedząc w restauracji, zastanawialiśmy się, o czym śpiewają ci poprzebierani goście, pewnie o dawnej świetności swego kraju i króla. Jest to pieśn, którą w pewnością mógłby nucić teraz cały naród. Co się zmieniło...? Patrząc na Marakesz, śmiemy twierdzić, że nic. Wciąż miasto, jak wielki organizm, żyje na wolności nieskrępowane od setek lat.
Żywiące się obcymi przybyszami, pragnącymi spróbować dań na ulicy, jeździć taxówkami bez taxometrów i być na siłę wciąganych do sklepów. W ten sposób Marokańczycy utrzymują niepokonaną enklawę w Marakeszu, gdzie poza wszystkim co zewnętrzne, rabują turystów, a ci nigdy nie będąc w setkach sytuacji, co dzień fundowanych im przez Marokańczyków, chętnie oddają się masochizmom starego placu i starych zwyczajów.


Zaklinacz węży na Placu Jaama el Fna


Podstawowy srodek transportu


Nasz pokój w Hotelu 'Afriquia'


Tajine i kuskus - zmora Europejczyków

0 komentarze: